Max zerwał się z łóżka i z prędkością światłą odszukał w plecaku wibrujący telefon.
Wciąż łudził się,że Blair,znajoma jego młodszej siostry wyśle mu chociaż sms'a.
odwożąc ją do domu po osiemnastce jego siostry tak dobrze im się rozmawiało,nie mógł zaprzeczyć też,że brunetka bardzo mu się podobała.Gdy zatrzymał samochód pod jej blokiem rozmawiali jeszcze przez kwadrans.Jakim cudem jest najlepszą przyjaciółką mojej siostry?
Była od niej taka inna,interesowały się zupełnie czym innym.Przynajmniej takie odniósł wrażenie
po samochodowej rozmowie.Spojrzał na ekran telefonu Jest,nieznany numer! otworzył wiadomość.
"Hej!od dawna mi się podobasz...."czuł jak rośnie mu serce"masz może ochotę na mały flirt? jeśli tak wyślij sms o treści...."cholerne reklamy rzucił telefonem o łóżko.
Zrezygnowany spojrzał na zegarek,miał jeszcze chwilkę czasu do otwarcia salonu tatuażu w którym pracował przez wakacje.Polegało to na umawianiu klientów,dbanie o stan zaplecza oraz higienę pracy.Czasem gdy któryś z tatuażystów miał przerwę i dobry humor przeglądał projekty Maxa i uczył obsługi maszynek.Idealna praca dla studenta medycyny mażącego o ASP.
Niestety,rodzice wybili mu to z głowy raz na zawsze.Miał do nich żal ale powoli zaczął rozumieć ich obawy...
W pracy było wyjątkowo nudno,oczywiście często zdarzały się dni bez klientów ale zawsze potrafił znaleźć sobie zajęcie, dziś jednak nie mógł skupić się dłużej na niczym.Nie miał ani jednego pomysłu na nowy szkic,salon pozamiatał już trzy razy,wyczyścił wielką szybę wystawową,poukładał klasery z projektami,w głowie jednak cały czas słyszał głos dziewczyny."Ostatnio tyle się dzieje,że czasem brak mi aż tchu"i jej przyjemny śmiech.-Hej! żyjesz,czy nie ?-wzdrygnął się słysząc zniecierpliwiony głos.Podniósł głowę i zobaczył ją.-Hej,czemu się nie odzywałaś do mnie?-wypalił prosto z mostu.
-Mówiłam Ci,że ostatnio w moim życiu wiele się dzieje-odparła kładąc na blacie recepcyjnego biurka
telefon.-może miałabyś ochotę gdzieś wyskoczyć?-zapytał i zaraz dodał-jeżeli znajdziesz czas-poznał uśmiech,który pojawił się na twarzy dziewczyny i już znał odpowiedź-dobra zapomnij-mruknął-byłaś umówiona na dzisiaj?-zapytał rzeczowo otwierając terminarz-tak,do mnie-usłyszał za sobą głos wchodzącej do pomieszczenia Tamary.Ładnej zgrabnej blondynki z eleganckim tatuażem smoka wokół ramienia.Jako jedyna nie przesadziła z"ozdabianiem ciała"nie to co pozostali tatuażyści.
Stanęła bokiem i gestem zaprosiła Blair wgłąb salonu.Obie dziewczyny zniknęły za drzwiami a chłopak powoli trawił kosza jakiego właśnie dostał tępo wpatrując się w terminarz.
Z marazmu wyrwało go ciche pikanie telefonu leżącego na biurku....to jej telefon,kto do niej tak zawzięcie wydzwania ?ciekawość była silniejsza niż dobre maniery.Rozejrzał się konspiracyjnie po pomieszczeniu i szybko otworzył klapkę telefonu."psy z tej walącej kamienicy znów coś od Ciebie chcą będą o 17,kup pokarm dla rybek"....policja?nie,napisała,że z kamienicy....-mogę mój telefon?-usłyszał zirytowany głos właścicielki,przestarzałego LG-przepraszam,ja...-urwał.po co właściwie się tłumaczyć skoro nie ma czego ?Było widać,że przeczytał wiadomość i tyle.Oddał jej telefon-Twoja siostra miała racje,totalnie chamski jesteś-powiedziała wychodząc ze studia.
***
Trzy przecznice dalej w ogromnym akwarium pierwsza rybka wypłynęła brzuszkiem do góry.Lex obawiała się,że pozostałe 12 rybek szybko podzieli jej los.
-wytrzymajcie malutkie-mruknęła stukając palcem w szybę.Nigdy nie znikała dłużej niż na dwa dni,w tym miesiącu były to aż cztery,a psy z kamienicy nie chciały powiedzieć jej co wyprawiała przez ten czas.Nie zawsze pojawiały się zaniki pamięci,czasem gdy udawało zażyć się lekarstwo w odpowiednim czasie pamiętała wszystko,tylko nigdy nie była wstanie kontrolować swojego ciała.
-Jestem już,jestem!-usłyszała głos przyjaciółki.Blair weszła do małego pokoju w międzyczasie otwierając pokarm dla rybek.Lex czym prędzej wyrwała jej opakowanie i wsypała połowę do akwarium,po czym usiadła na łóżku obok Blair.Obydwie bez słowa wpatrywały się na małe rybki,które niczym wściekłe piranie dorwały się do jedzenia.-gdzie znów się włóczyłaś?-padło rutynowe pytanie Blair-z resztą nie interesuje mnie to zbytnio,skoro nie chcesz pomocy ode mnie-dodała.Tak się starała,a ona za każdym razem robiła ją na szaro.Wydawało jej się,że gdy pokaże rezygnację Lex w końcu się ocknie-słuchaj,jeżeli tak podoba Ci się bycie psią dziwką to nie zawracaj mi więcej dupy-wstała z łóżka.Liczyła,że Lex zaprzeczy,będzie przepraszać a ona jak zawsze jej wybaczy,dziewczyna uparcie jednak milczała.-ostatni raz tam dziś idę.Potem niech całują nawzajem te swoje śmierdzące tyłki-na twarzy Lex widać było rezygnację-rób jak chcesz-odparła gdy usłyszała trzaśnięcie drzwi. Co ją ugryzło ?
***
-wytrzymajcie malutkie-mruknęła stukając palcem w szybę.Nigdy nie znikała dłużej niż na dwa dni,w tym miesiącu były to aż cztery,a psy z kamienicy nie chciały powiedzieć jej co wyprawiała przez ten czas.Nie zawsze pojawiały się zaniki pamięci,czasem gdy udawało zażyć się lekarstwo w odpowiednim czasie pamiętała wszystko,tylko nigdy nie była wstanie kontrolować swojego ciała.
-Jestem już,jestem!-usłyszała głos przyjaciółki.Blair weszła do małego pokoju w międzyczasie otwierając pokarm dla rybek.Lex czym prędzej wyrwała jej opakowanie i wsypała połowę do akwarium,po czym usiadła na łóżku obok Blair.Obydwie bez słowa wpatrywały się na małe rybki,które niczym wściekłe piranie dorwały się do jedzenia.-gdzie znów się włóczyłaś?-padło rutynowe pytanie Blair-z resztą nie interesuje mnie to zbytnio,skoro nie chcesz pomocy ode mnie-dodała.Tak się starała,a ona za każdym razem robiła ją na szaro.Wydawało jej się,że gdy pokaże rezygnację Lex w końcu się ocknie-słuchaj,jeżeli tak podoba Ci się bycie psią dziwką to nie zawracaj mi więcej dupy-wstała z łóżka.Liczyła,że Lex zaprzeczy,będzie przepraszać a ona jak zawsze jej wybaczy,dziewczyna uparcie jednak milczała.-ostatni raz tam dziś idę.Potem niech całują nawzajem te swoje śmierdzące tyłki-na twarzy Lex widać było rezygnację-rób jak chcesz-odparła gdy usłyszała trzaśnięcie drzwi. Co ją ugryzło ?
***
Blair szła ulicą nie zwracając uwagi na stające jej na drodze przedmioty czy ludzi.Mieszkańcy miasta mieli styczność z magią na co dzień więc nie zwracali na nią najmniejszej uwagi. Od czasu do czasu wzdrygali się gdy przeszła przez nich lub gdy oni ją dotknęli,małe dzieci jednak nie mogły wyjść z podziwu jak się to robi.Prawda była jednak zaskakująco banalna,przynajmniej dla wiedźm, Blair umieściła swoje ciało w"pustym"wymiarze.
Niby takie sztuczki nie są konieczne,jednak jej bardzo potrzebne. Nie zawsze miała przy sobie odpowiednią ilość fiolek gromadzących magię,a ostatnio powietrze było nią przesycone do granic możliwości.Ciało wiedźmy było chore, chłonęło magie niczym wiecznie sucha gąbka.Musiał więc bezustannie używać zaklęć lub odkładać magie do małych fiolek izolujących magię od reszty świata.
Była już chyba u wszystkich magicznych medyków w mieście,żaden nie potrafił jej pomóc za to wszyscy jak jeden mąż przepowiadali jej raka.W końcu nas wszystkich wykończy magia>Kiedyś gdy będzie tym wszystkim zmęczona pozwoli pożreć się magii,na chwilę obecną jednak wciąż chciała żyć,więc aby jak najdłużej się nim cieszyć wyruszała polować na magiczne istoty za mury miasta lub do pobliskiej dyskoteki.Dzięki byciu wiedźmą nie musiała zbytnio martwić się o swój byt, miały wspólny skarbiec z którego mogły wziąć dokładnie tyle ile im było potrzeba(Blair nie raz próbowała więcej,ale bez względu na ilość niepotrzebne monety znikały)
Doszła do uliczki najbardziej wysuniętej na wschód gdzie znajdowała się wysoka kamienica będąca bazą wilkołaków i wierzą obserwacyjną.Gdy wyszło się na płaski dach można było zobaczyć całą równinę wschodnią i ewentualnych wrogów.To znaczy,wrogów których się obawiali zobaczyć mogły tylko wilkołaki.Plamie Niewidocznych używało dziwnego rodzaju magii,a właściwie czegoś innego.Blair miała kilka razy do czynienia z Niewidocznymi,gdyby była to magia jej ciało łapczywie by ją pochłaniało a nie zaczęło oddawać jej całą magie....jakby chciało wypełnić niemagiczną czarną dziurę...weszła do budynku i stanęła w korytarzu. Zapach krwi unosił się w powietrzu a z piwnicy słychać było skomlenia i piski.Zbiegła po schodach wprost do pomieszczenia,światło było zgaszone,nie widziała więc nic prócz kilku par wilczych oczów.-Co tu się stało?-zapytała zaniepokojona,usłyszała pomruki i nagle oczy zaczęły znikać jedne po drugich.Poczuła,że ktoś przed nią stanął cofnęła się więc odruchowo i głową przycisnęła włącznik.Z ulgą zobaczyła,że wszyscy przybrali ludzkie kształty,nie jednak nie wszyscy.W rogu na lekko zakrwawionym materacu leżała wilczyca skomląc żałośnie-Zabrali nam nasze młode wiedźmo- stojący przed nią mężczyzna w średnim wieku cedził słowa przez zęby.-Nie widzimy już Niewidocznych,zmienili się-dodał
Nie przepadała za wilkołakami,od tak,dla zasady ale nie powinna odmawiać w potrzebie,to była niema prośba Alfy sfory.Blair była jednak zaskoczona faktem przyjścia na świat dzieci które odziedziczyły magię po rodzicach.Zazwyczaj magiczni rodzą się tam gdzie magii jeszcze nie było.
-Czemu nie poinformowaliście burmistrza?-to co zrobili było skrajną nieodpowiedzialnością,i słono za to zapłacili-przeniesiono by was,nikt nie włamałby się do pilnie strzeżonego szpitala-doskonale wiedziała,jak by to wyglądało,w końcu sama jest magicznym dzieckiem magicznych rodziców,pierwszym takim przypadkiem od 150lat.Skoro 18lat po niej rodzą się następne oznacza tylko jedno,magia przygotowuje się na wojnę.
Religia którą wyznają wiedźmy opiera się na twierdzeniu iż Magia jest żywą istotą,wierzą też oczywiście w jej przeciwstawną formę Pustkę.Reszty łatwo można się domyślić.
-jeżeli mam je znaleźć potrzebuje dwóch dni na zebranie ludzi i przygotowanie ekwipunku-powiedziała,bardziej do siebie niż do nich-trzeba będzie wyruszyć w nocy,przejdziemy przez równinę w ciemności a potem będzie łatwiej przedrzeć się przez dżunglę w dzień-planowała na głos dalej.
-trzeba się spieszyć wiedźmo-przerwał jej Alfa-masz czas do jutrzejszego wieczora.Pójdę z Tobą ja i moja Beta-powiedział odprowadzając ją do wyjścia.-nie wiedzieliśmy czy urodzą się żywe-dodał na koniec-marne wytłumaczenie- odparła Blair kierując się w stronę ratusza.
Kogo mam ze sobą zabrać? myślała siedząc w wygodnym skórzanym fotelu,po usłyszeniu wiadomości burmistrz wyszedł na balkon zapalić cygaro.Poczuła wibracje telefonu w kieszeni spodni.Co tym razem?Czyżbyś dzwoniła błagać o przebaczenie Lex? leniwie wyciągnęła telefon, nieznany numer przysłał wiadomość numer zbyt długi na reklamę myślała odblokowując telefon.
"Hej,zachowałem się głupio,chciałem chociaż zobaczyć czy masz chłopaka,przepraszam"
Ah,to ten cały Max, już miała odpisać mu żeby dał jej spokój gdy przyszedł jej do głowy kawałek rozmowy z jego siostrą "wiesz jest najlepszy na medycynie,za niedługo będzie wybierał specjalizację,w dodatku ma hopla na punkcie swoich mięśni"
może nie jest tępym osiłkiem,wciągnę go w to,co mi szkodzi w tej chwili wydawało jej się to właściwe,ale ludzie zazwyczaj nie chcą się mieszać w takie sprawy,odpisała więc krótko licząc,że gdy wyjawi mu całą sytuację na miejscy twarzą w twarz,zechce im pomóc "chcesz się zrehabilitować?chętnie napiłabym się kawy.Co powiesz na spotkanie w kafejce obok Wierzy Obserwacyjnej dziś o ósmej" błagam zgódź się...modliła się, jeżeli ma wyruszyć jutro to nie zdąży namówić żadnego z uzdrowicieli na szaleńczy pościg za Niewidocznymi hen za murami bezpiecznego miasta.Chyba przestało być już bezpieczne...
Dopiero teraz zorientowała się,że burmistrz jeszcze nie wrócił z balkonu.
A więc umywasz od tego ręce? wyszła bez pożegnania.Liczyła na niego,na jakąś pomoc,najmniejszą.A on ?chowa głowę w piasek. W zamyślaniu przemierzała miasto,szybkim krokiem.Dotarłszy do umówionej kafejki zajęła miejsce przy małym stoliku w kącie sali. Mam w grupie dwa wilkołaki i siebie całkiem sporo....w najlepszym przypadku wszyscy umrzemy
Miała złe przeczucia co do wyprawy, dlaczego wilkołaki nie widziały Niewidocznych?nawet ich nie wyczuły...może to nie byli oni?może to ktoś z miasta?może Jokerzy wreszcie wynaleźli maszynę do znikania?ostatnio byli przecież całkiem bli....-przepraszam,długo czekasz?-z zamyślenia wyrwał ją Max,cały zgrzany wręczył jej róże-nie,celowo przyszłam wcześniej,dziękuje-odparła.Może jednak nie jest palantem?-słuchaj,mam poważny problem-zaczęła-wiem,wilkołaki ukradziono-odparł,a widząc jej zdziwienie dodał-skontaktował się ze mną burmistrz,podobno wyruszasz już jutro- Blair zaoarło w piersiach dech,co za szczęście!nic nie musi mu tłumaczyć,cudowanie !-Jutro o zachodzie słońca przy Bramie Wschodniej-powiedziała zrywając się gwałtownie-dokąd idziesz?-zapytał zdziwiony chłopak-jak to dokąd?do domu,muszę się wyspać,spakować, przygotować eliksiry...-zaczęła wyliczać-spadłeś mi z nieba!-dodała na koniec i dosłownie rozpłynęła się w powietrzu-a kawa?-zapytał zdezorientowany Max.
Kto dobrnął do końca łapcia w górę!
Pewnie nikt...a jeżeli już ktośny lub ktośna dotrwał proszę o opinie w komentarzach.
To dla mnie b.ważne,w końcu to moje pierwsze dzieło od....dwóch lat :)
Ach,i z dumą moge powiedzieć że opowiadanie jest od początku do końca wymyślone przeze mnie ZERO FAN FICKÓW !
Brawo Ja
Cece czarownica