piątek, 26 lipca 2013

Mów do mnie szeptem,w tę piękną noc.

Nie zabrała wiele,jeżeli szczenięta rzeczywiście zostały porwane przez Niewidocznych magia na nic się nie zda,trzeba będzie podejść ich sposobem.Miała jeszcze dwie godziny,zdąży odpocząć.Położyła się na łóżku i zamknęła oczy.
To wszystko nie kleiło się do niczego...prócz niewielkiej ilości krwi na materacu na którym leżała wilczyca nie było śladów walki. Podczas rozmowy z burmistrzem odniosła dziwne wrażenie,że nic go to nie obchodzi podczas gdy była to sprawa najwyższej wagi.Gdy powiedziała o wszystkim wiedźmie przełożonej ta zamiast od razu zwołać radę ledwo się tym przejęła. Miała coraz gorsze przeczucia,może szczenięta wcale nie istnieją?może chodzi o nią? Przez jej ciało przebiegł nagły dreszcz.To wszystko tłumaczy....


W tym czasie w akwarium w mieszkaniu młodej wilczycy brzuchem do góry wypłynęła kolejna rybka.-Biedna Blair-Lex nie nie wiedziała co ze sobą zrobić.Jak mogła pozwolić na to wszystko?Max miał rację,jest chyba największą suką na świecie."oni ją zabiją!jak możesz na to pozwolić!"Przecież wmawianie sobie,że tak naprawdę bez magii będzie jej lepiej to nieudolna próba oszukania siebie.Wszystko co robiła,robiła z pomocą magii.Ubierała się,myła,czesała...nigdy nie trzymała w ręce noża czy widelca.Lex nie miała pojęcia skąd ten chłopak wiedział o całej akcji.Domyśliła się,że jest w jakiś sposób powiązany z burmistrzem.Gdy wpadł,do jej obskurnego mieszkania wściekły ona tępo wpatrywała się w niego.Nie odezwała się gdy mówił,że muszą ich jakoś powstrzymać,żeby poszła z nimi.Prawił jej morały jakby był od niej lepszy.
Bo był.
W umyśle młodej wilkołaczki pękła tama i wspomnienia z Blair zalały  ją całą.
Odkąd pamięta zawsze były przyjaciółkami.Wiedźma zawsze jej pomagała,dbała o nią,starała się aby miała jak najlepiej.Teraz ona,teraz pora na zamianę ról-idę po Ciebie Blair-szepnęła i w pośpiechu zaczęła wpychać do plecaka wszystko co wpadło jej pod rękę:kuchenny duży nóż,pół bochenka chleba,trzy butelki wody mineralnej,duży płaszcz przeciwdeszczowy i parę innych rzeczy.Przestała trzeźwo myśleć,strach przed tym że może nie zdążyć odbierał jej umiejętność jakiegokolwiek myślenia.
Wybiegła z budynku,bez zamykania drzwi od swojego mieszkania.Jeżeli uda im się przeżyć i tak nie będą mogły tu wrócić.
Grupa"ratowników"majaczyła już w oddali gdy Lex wyszła z miasta.Przyspieszyła jeszcze bardziej swój bieg,powinna zbliżyć się do nich jeszcze co najmniej połowę tej odległości aby mogła chociaż spróbować pomóc przyjaciółce.Zacisnęła zęby z całej siły starając się nie myśleć o paskudnej kolce,która właśnie ją dopadła.
Nie było szansy aby zmniejszyć odległość jeżeli będą się przemieszczać,dziewczyna miała więc nadzieję na szybkie dotarcie do dżungli,gdzie grupa znacznie zwolni próbując się przedrzeć przez chaszcze.Była na radzie,na której wiedźmy tłumaczyły jak dotrzeć do kręgu,"to jakieś dwa dni marszu przed siebie,cały czas prosto,powinnyście ogarnąć pieski"głos wiedźmy przełożonej brzmiał w jej głowie pusto.

Blair zwolniła.Czemu Lex nie chce do nich dołączyć?
Fala podejrzeń zalała ją niczym ogromne tsunami.Mogłaby ich tu wszystkich załatwić...teraz jednym zaklęciem,niestety myślenie zamiast działania okazało się zgubne.
Obejrzała się za siebie,reszta jej grupy stanęła w znacznej odległości za nią.szepcząc coś i wpatrując się w nią pustym wzrokiem.W oddali zobaczyła Lex przemieniającą się w wilkołaka.Chciała użyć zaklęcia tarczy jednak coś skutecznie ją blokowało-cholera!-jęknęła.Była zupełnie zdezorientowana,czemu?o co tu chodzi?
nie była w stanie wpaść na odpowiedni pomysł.
Nagle wokół niej rozbłysło fioletowy okrąg-nie-szepnęła,to nie może być to...nie zrobiliby jej tego,nie odebraliby jej magii,nie zabili by jej,..poczuła  mrowienie w stopach,chciała krzyczeć jednak coś zatkało jej usta...

-Blair? Blair spokojnie...cicho nikt nie może się obudzić-Lex zatykała dłonią usta przyjaciółki-zabiorę teraz rękę a ty nie będziesz wogóle się odzywać,dobrze?-zapytała,a widząc,że wiedźma zrozumiałą zabrała rękę z jej ust.-Musimy wiać-powiedziała pakując najpotrzebniejsze rzeczy do plecaka-pojutrze jest pełnia.Jeżeli uda nam się stąd wydostać powinnyśmy zdążyć dotrzeć na czas-mówiła dalej szeptem.Blair nie zadawała pytań,może gdy wyjdą na zewnątrz i świeże powietrze ocuci jej skołatane myśli,wszystko jakoś sobie poukłada.-Słuchaj....musimy wyjść bez użycia magii,ale najlepiej byłoby gdybyśmy stały sie niewidzialne,dalej pomoże nam Max-ciągnęła wilkołaczka.Niewidzialne bez magii?Jak niby?
Poklepała miejsce na łóżku obok siebie dając znać Lex aby usiadła.Dziewczyna jednak wciąż rozglądała sie w poszukiwaniu kolejnych rzeczy,które według niej mogłyby im sie przydać podczas ucieczki.
Blair wpatrywała się tępo w ścianę naprzeciw łóżka,tak trudno było jej się skupić..-Lex-szepnęła.-Lex,ściana-szepnęła wstając i podchodząc do przyjaciółki-ona pomoże stać nam się niewidzialnymi-uśmiechnęła się.W ścianie było przejście,prowadzące do Ściekarni.
Pchnęła delikatnie przyjaciółkę na ścianę a ta najzwyczajniej przez nią przeniknęła.
Było ciemno i śmierdziało stęchlizną i ściekami z magicznego laboratorium ale plus był taki że korytarz był wąski i wysoki.,nie potykały się więc o nic i nie martwiły,że mogą zabłądzić.Lex czym prędzej wyciągnęła telefon komórkowy i wysłała sms'a.Zbyt zdezorientowana całą sytuacją wiedźma przemilczała ten fakt.
Po kilkunastu minutach zaczęły przemakać im buty a po kolejnych dwudziestu zaczęły na końcu korytarza dostrzegać świecący paskudną neonową zielenią punkt.Dziewczyny spojrzały w dół,szły już prawie po kolana zanurzone w obrzydliwej mazi.Lex zupełnie to nie przeszkadzało natomiast Blair,była bliska omdlenia.
-Wyjdziemy pierwszym lepszym włazem jaki znajdziemy w suficie-szepnęła wiedźma.-nie,wyjdziemy tym,które otworzył nam Max-odparła stanowczo przyjaciółka,szły więc dalej około godziny.Najochydniejszej godziny w życiu nadwrażliwej wiedźmy-WRESZCIE-wykrzyknęła,po czym szybko dodała-przepraszam-już szeptem gdy Max wyciągnął ją na zewnątrz.Spojrzała na przyjaciółkę.Tylko i wyłącznie buty i spodnie dom kolan ubrudzone miała kleista mazią,Blair natomiast ledwie ochroniła przed ubrudzeniem swój plecak.-ależ noc musi wydawać wam się piękna po czterech godzinach spędzonych w ściekach-uśmiechnął się chłopak.Na plecach dźwigał ogromny turystyczny plecak,dziewczyny więc odetchnęły z ulgą.Jest choć cień szansy,że przynajmniej on zabrał wszystko co trzeba.
-cztery godziny?-spytała Lex zdziwiona-wiem,też wydawało mi się,że to wieczność-odparła jaj Blair-Nie,chodzi mi o to,że na pewno już na szukają-wyjaśniła szybko dziewczyna.
Jeżeli ona przyszła do przyjaciółki na godzinę przed planowanym wymarszem,to teraz szukają i Maxa i wiedźmy od co najmniej dwóch godzin.

-ZNALAZŁEM ICH !-usłyszeli czyjś krzyk i szczekanie stada wilków.-złapmy się za dłonie i nie puszczajmy-powiedziała Blair chwytając Maxa w szaleńczym pędzie.Kiedy zdążyła tak się rozpędzić?Chłopak jednak szybko przestał sie nad tym zastanawiać iskupił się na szaleńczym biegu.
A noc była piękna,gwieździsta i jasna.W powietrzu unosił się zapach pelargonii hodowanych na balkonach domów.



Uffff
GOMENASAI !! przepraszam,sorry i inne apologizy :*
Mam nadzieję,że mi wybaczycie ale nie miałam kiedy dorwać kompa...najpierw przez trzy tygodnie była na mistrzowskich kursach muzycznych a teraz wypad na węgry,ledwie złapałam oddech.
W dodatku ta wena....co za kobieta z niej :)
Mam nadzieję,że wam się spodoba ...mnie najbardziej podoba się ostatnie zdanie:*
Miłej drugiej połowy wakacji.na razie zasadzę na waszych blogach paskudne spamowe komentarze "jestnocia"ale wszystkie zaległości nadrobię w oka mgnieniu jak tylko wrócę...